top of page

Bloger w skansenie

  • 28 kwi 2015
  • 5 minut(y) czytania

- Za chwilę prasa stanie się dorożką – jak te w Krakowie. Czymś fajnym, ale prestiżowym i tylko na chwilę. Natomiast mainstreamem będzie Internet. Szczególnie dziennikarze prasowi zupełnie odlecieli od rzeczywistości medialnej. Nie dostrzegają, w jakim świecie funkcjonują, jak wygląda konsumpcja mediów – prognozuje Przemysław Pająk, założyciel i redaktor naczelny spidersweb.pl


Przemysław_Pająk,_Spider's_Web.jpg


Karolina Kuta: Spróbujmy stworzyć definicję blogera.

Przemysław Pająk: To publicysta, który rozpowszechnia swoje teksty w sieci. Ktoś, kto wyraża opinie na dany temat, w oparciu o research, wiedzę, obserwacje. Ale opiera przekaz głównie na własnym zdaniu. Trochę inaczej niż dziennikarz, bo ten stara się przedstawić sytuację z odmiennych punktów widzenia, zasięgając języka różnych osób.

Zaznaczyłeś kiedyś, że blogera nie ogranicza kontrola redakcyjna, redaktor naczelny i cała struktura tradycyjnego medium. Jak funkcjonuje twój serwis z blogami?

Obecnie, tak naprawdę działamy jak normalna redakcja, tyle, że bez stałej siedziby. Jako redaktor naczelny, decyduję o charakterze i ramówce bloga. Piszemy o nowych technologiach. Tematy są ze mną konsultowane: wyrażam swoją opinię na ich temat, mówię do kogo trzeba się zgłosić, jak dany materiał pociągnąć. Wiem, co robimy za tydzień, czy za miesiąc. Mamy też dwóch blogerów prowadzących, którzy codziennie nadzorują powstawanie tekstów.

Ludzie czasem myślą, że siadacie w nocy przed laptopem w pidżamie i wklepujecie notki. Jak wygląda twoja praca nad tekstem?

Przeciętny, codzienny wpis to komentarz do aktualnych wydarzeń. Jak go piszę? Zajmuję się technologiami od wielu lat. Potrafię pewne rzeczy dostrzegać inaczej niż ludzie, którzy w tym nie siedzą. Przeglądam kilka tysięcy źródeł każdego dnia, chłonę media - na tej podstawie wyrabiam sobie pewną opinię. Tak powstają teksty. Skoro dzisiaj Samsung wypuszcza nowy telefon, wiem jak to skomentować, jak umiejscowić w stosunku do konkurencji, historii czy sytuacji rynkowej.

Napisałeś na swoim blogu, że na ostatniej Gali Grand Press czułeś się jakbyś wszedł do skansenu. Co cię tak drażni w tradycyjnych mediach?

Byłem przerażony. Wydaje mi się, że, szczególnie dziennikarze prasowi, zupełnie odlecieli od rzeczywistości. Nie dostrzegają, w jakim świecie funkcjonują, jak dzisiaj wygląda konsumpcja mediów. Oni się między sobą miziają po majciorach, kłócą, doceniają, niszczą, zawiązują sojusze. A czytelnik nie ma pojęcia o rzeczach, które robią. Sami siebie nagradzają za to, jakimi są wybitnymi dziennikarzami.

Jakie są więc, twoim zdaniem grzechy główne tradycyjnego dziennikarstwa?

Brak poszanowania czytelnika, który wyraża się poprzez lekceważenie wszystkiego, co dzieje się po opublikowaniu materiału. Zdefiniował to już w latach 60. XX wieku Roland Barthes, w słynnym eseju „Śmierć autora”, odnosząc się do pisarzy i literatury, która po opublikowaniu żyje własnym życiem. Bo bez wątpienia nieważny jest autor, ale to, co się dzieje, kiedy oddasz tekst czytelnikowi. Dzisiaj dziennikarze dzięki Internetowi mogą nad tym pracować.

To dobry tekst się sam nie obroni?

Bez użycia mechanizmów promowania tekstu, a raczej budowania wokół niego życia, będzie miał małe szanse przebicia. Powtarzam blogerom, że nasza praca polega w czterdziestu procentach na pisaniu. Sześćdziesiąt procent dzieje się już po powstaniu tekstu. To jego dystrybucja w mediach społecznościowych, dbanie o publikację, dyskutowanie z innymi mediami. Dobra dziennikarska robota to nie tylko sam tekst - oddany i zapomniany. Dzisiaj wszystko jest powiązane: z budowaniem społeczności wokół danego materiału, dyskutowaniem na jego temat z czytelnikami, tworzeniem kolejnego tekstu na podstawie informacji, które wygenerowała społeczność.

A czy to nie czytelnik jest zamknięty na trudne, pogłębione treści?

Nie do końca. Choć zmienił się sposób dystrybucji treści medialnych i żadna gazeta nie ma szans wygrać z Internetem , nie zniknęło zapotrzebowanie na dobre materiały. Jednak funkcjonują one dziś całkiem inaczej, niż w opinii większości dziennikarzy.

Cały czas mówisz o marketingu.

Nie. Mówię o pracy dziennikarskiej. Tak powinna dzisiaj wyglądać praca, zarówno dziennikarza, jak i blogera. Kogokolwiek, kto zajmuje się mediami.

A może chodzi o pieniądze? Podejrzewam, że nie każde tradycyjne medium ma pieniądze na działania wokół, dalszą pracę z tekstem. Dziennikarzowi nikt nie zapłaci za siedzenie w redakcji po godzinach i odpowiadanie na komentarze czytelników.

Media tradycyjne cały czas mają bardzo dużo pieniędzy. Myślę, że to jest po prostu związane z różnym postrzeganiem ról: kto jest dziennikarzem, kto to jest twórcą mediów. Mimo wielkich spadków nakładów media tradycyjne są bardziej dochodowe niż blogi.

Oprócz blogowania piszesz również do tradycyjnych gazet. Z której profesji się więc utrzymujesz?

Z blogowania. Jednak jestem przedsiębiorcą internetowym – właścicielem mediów, nie jednego, ale kilku. Zarabiam na reklamach i wielu akcjach, które są związane z funkcjonowaniem mediów. Czuję się przede wszystkim blogerem. Obecnie do prasy piszę mniej. To była głownie część pracy promocyjnej wokół moje działalności.

Czym się różni dyskusja na blogu od dyskusji na stronie gazety?

A czy w dyskusji na stronie gazety uczestniczy dziennikarz? Czy dziennikarz w jakiś sposób jest w tej dyskusji odznaczony? Czy w większości wielkich serwisów internetowych widzimy posty autora? Możesz kliknąć w jego nazwisko i dostać się do wszystkich tekstów, listy aktywności w mediach społecznościowych, komentarzy, które ostatnio dodał? Takiej strategii nigdy w mediach nie było.

Coś się jednak dzieje. Tygodniki opinii mają serwisy blogowe, dziennikarze tweetują, inni eksperymentują np. „Dziennik Zachodni” z reportażami multimedialnymi.

To dobry przykład tego, jak tradycyjne media mogą robić fajną rzecz, otwartą na nowe formaty. Reportaże „Dziennika Zachodniego” są bardzo nowoczesne pod kątem technologicznym i nastawione na zupełnie inny kontakt z czytelnikiem. Niektórzy dziennikarze są widoczni w mediach społecznościowych, promują swoje teksty, prowadzą dialog z odbiorcą. Agora nie wypada źle pod kątem np. dystrybucyjnym, ich paywall zaczyna działać. Ale o tym, jak robić dobre medium informacyjne i publicystyczne w sieci nie ma pojęcia np. „Rzeczpospolita”. Wszystko zamyka, odcina się, nie dyskutuje, grozi, rzuca oskarżeniami.

Napisałeś na blogu, że na Grand Press zabrakło ci wiele, a przede wszystkim Sylwestera Wardęgi. Czy uważasz, że Wardęga za swojego psa pająka powinien stanąć obok Adrusieczko i Samcika?

Oczywiście to, co robi Wardęga, to infotainment np. znany klip z policją. Ale też nowa forma przekazu, która dociera do miliona razy więcej ludzi, niż jakikolwiek reportaż o pracy policji. Ten materiał miał gigantyczne przełożenie na dyskurs medialny. Jak działa policja? Czy są dobrze przygotowani do swojego zawodu? Jak traktują obywateli? Powstało później mnóstwo tekstów na ten temat, rozmawiało się o tym w telewizji: toczyła się dyskusja merytoryczna. Dlaczego takich ludzi nie doceniamy? To jest przecież nowy sposób przekazywania treści medialnych. Wardęga odniósł nieprawdopodobny sukces.

Ale jeśli będziemy zmierzać w stronę infotainment – co będzie się działo z poziomem tej dyskusji?

Nie mówię, że wszyscy mają być jak Wardęga. Jednak trzeba dostrzec, że media się zmieniają. Wardęga na pewno odniósł taki skutek, jak niejeden reportaż, czy głośny tekst pisany. Zamykamy się w tradycyjnym myśleniu o wydawaniu mediów. Dla nas media to: tekst, reportaż, film dokumentalny. A dzisiaj może to być również profil na Instagramie, dobrze prowadzona narracja zdjęciowa, tego typu filmy. Również dziennikarstwo - rodzaj sprzedawania pewnych treści.

Jak widzisz przyszłość – czy tradycyjne dziennikarstwo musi się przystosować?

Zdecydowanie będą musieli. Nie ulega wątpliwości, że na prowadzenie już wysuwa się Internet, wyprzedzając prasę. Oczywiście, że redakcje będą tradycyjne, ale zmieni się hierarchia. Za chwilę prasa stanie się dorożką – jak te w Krakowie. Czymś fajnym, ale prestiżowym i tylko na chwilę. Natomiast mainstream będzie internetowy: portalowy, nastawiony na opinię.

Jednak uważam , że aktualnie jesteśmy w najlepszym okresie dziennikarstwa, które nigdy wcześniej nie miało jaśniejszych perspektyw. Rynek nie był tak otwarty, demokratyczny i spluralizowany, bez barier. Jeśli jesteś dobry, to dzisiaj możesz zrobić karierę. Jak powiedział Henry Blodget, żyjemy przecież w złotym wieku dla profesjonalnego dziennikarstwa.



*Przemysław Pająk – twórca i redaktor naczelny serwisu z blogami o nowych technologiach spidersweb.pl. Nominowany do Grand Press 2014 w kategorii Grand Press Digital. Współpracował m.in. z Newsweekiem, Przekrojem, Polityką czy Gazetą Wyborczą.

 
 
 

Komentarze


bottom of page